Większość firm B2B nadal wymyśla marketing w ciemno. Robią burze mózgów, dyskutują nad nagłówkami, zgadują, co powinno zadziałać, zastanawiają się, czy LinkedIn ma sens. Porównują pomysły, zamiast sprawdzić dane.
Kilka tygodni temu podczas rozmowy z właścicielem firmy produkcyjnej usłyszałem zdanie, które regularnie powraca podczas konsultacji marketingowych.
– Facebook? Nie. Nasi klienci tam nie siedzą.
Zapytałem więc, czy sam korzysta z Facebooka. Odpowiedział bez chwili zastanowienia, że oczywiście i to codziennie.
LinkedIn coraz częściej budzi skrajne emocje. Jedni mówią, że to nadal najlepsze miejsce do budowania relacji B2B, pozyskiwania klientów i rozwijania marki eksperckiej. Inni twierdzą, że platforma się wypaliła, została zalana sztucznymi treściami, a zamiast rozmów mamy masowy ghosting.
Masz dobrą usługę, doświadczenie, efekty. Być może naprawdę dostarczasz klientom więcej niż konkurencja. A mimo to klienci wybierają kogoś innego. Nie dlatego, że Twoja usługa jest słaba – po prostu klient nie rozumie wystarczająco szybko, dlaczego ma wybrać właśnie Ciebie. To właśnie tutaj pojawia się propozycja wartości.
Wiesz, co jest jednym z trudniejszych momentów w prowadzeniu firmy? Nie brak wiedzy. Nie brak pomysłów. Nie brak kolejnych narzędzi, które ktoś obiecuje jako przełomowe rozwiązanie dla sprzedaży, marketingu albo zarządzania. Najtrudniejsze bywa to, że właściciel, lider albo zespół bardzo rzadko mają okazję zobaczyć swoją firmę z boku.
„Nie mam czasu” – to zdanie słyszę w 9 na 10 rozmów z przedsiębiorcami. Brzmi znajomo? Prawdopodobnie sam wypowiadasz je przynajmniej raz w tygodniu, patrząc na listę zadań, która zamiast maleć, zdaje się pęcznieć z każdą godziną.
Robisz więcej niż kiedykolwiek, a firma nie rośnie? Sprawdź, dlaczego biznes stoi w miejscu mimo zaangażowania zespołu i jak odzyskać wpływ na wynik.
Masz Buyer Personę? Świetnie, ale jest jedno pytanie: kiedy ostatnio do niej wróciłeś?
Są takie pomysły, które od razu rozpalają wyobraźnię. Widzisz je niemal gotowe. Masz poczucie, że wystarczy tylko ruszyć. Zrobić serwis, odpalić kampanię, pokazać ludziom rozwiązanie i wszystko zacznie się układać. Excel podpowiada, że liczby mają sens. Głowa podsuwa scenariusze. Entuzjazm rośnie z każdą godziną. I właśnie wtedy najłatwiej popełnić błąd.
W marketingu, sprzedaży i komunikacji firmowej bardzo często mówi się o tym, że dobry plan to podstawa, bo daje porządek, przewidywalność i pozwala lepiej zarządzać uwagą odbiorców, jednak prawda jest taka, że nawet najlepiej rozpisany harmonogram działa tylko do momentu, w którym rzeczywistość nie zacznie pisać własnego scenariusza, a to dzieje się częściej, niż wielu osobom się wydaje.
